Rozmowa o podwyżce w 2026 roku: jak się przygotować, żeby nie wyjść z niczym
Firmy dają w tym roku mniejsze podwyżki niż rok temu. Podpowiadamy, kiedy prosić o wyższą pensję, skąd wziąć dane o stawkach i co mówić, gdy szef odpowie „nie teraz”.

Z prośbą o podwyżkę jest trochę jak z wizytą u dentysty: wszyscy wiedzą, że trzeba, prawie nikt się nie zgłasza pierwszy. W badaniu Randstad z jesieni 2025 roku 35 proc. pracowników przyznało, że w 2026 roku w ogóle nie zamierza samodzielnie prosić o wyższe wynagrodzenie1. W barometrze Personnel Service odsetek osób, które planowały taką rozmowę z obecnym szefem, wyniósł tylko 23 proc.2
A czekanie, aż pracodawca sam zauważy, rzadko się opłaca. Zwłaszcza teraz.
Ten rok jest inny niż poprzednie
Lata wysokiej inflacji przyzwyczaiły nas do dwucyfrowych korekt. To się skończyło. Według Raportu płacowego Hays 74 proc. firm zaplanowało podwyżki na 2026 rok, ale tylko 5 proc. z nich zakładało, że przekroczą one 10 proc.3 Prawie połowa przedsiębiorców ankietowanych przez Personnel Service (47 proc.) chciała w ogóle utrzymać pensje na dotychczasowym poziomie2.
Co to oznacza w praktyce? Budżety na podwyżki są mniejsze, więc menedżer musi wybierać, komu je przydzieli. Dostaną je przede wszystkim ci, którzy przyjdą z dobrze uzasadnioną prośbą. Osoba, która milczy, w najlepszym razie dostanie to, co wszyscy, czyli niewiele.
Kiedy zacząć rozmowę
Najgorszy moment to grudzień, kiedy budżety na kolejny rok są już zamknięte. W wielu firmach decyzje płacowe zapadają jesienią, przy planowaniu kosztów, albo przy rocznej ocenie pracowniczej. Jeśli nie wiesz, jak to wygląda u ciebie, zapytaj HR albo przełożonego wprost: „Kiedy u nas planuje się zmiany wynagrodzeń?”. To nie jest podejrzane pytanie.
Dobry moment pojawia się też po czymś konkretnym: zakończonym projekcie, przejęciu obowiązków po osobie, która odeszła, zdobyciu uprawnień, na których firmie zależało. Wtedy łatwiej o argumenty, a przełożony ma świeżo w pamięci, co zrobiłeś.
Argumenty, które działają (i te, które nie)
Szef nie podniesie ci pensji dlatego, że wzrosła rata kredytu albo że „dawno nie było podwyżki”. To prawdziwe powody, ale nie są jego problemem. Działa to, co da się obronić przed jego przełożonym albo przed działem finansów:
- zakres obowiązków większy niż w momencie, gdy ustalano twoje wynagrodzenie,
- wyniki, które da się policzyć: skrócony czas obsługi, pozyskani klienci, zaoszczędzone pieniądze, mniej błędów,
- nowe kompetencje, z których firma już korzysta,
- stawki rynkowe dla twojego stanowiska.
Dobry nawyk: prowadź przez cały rok notatkę z rzeczami, które się udały. Kilka linijek miesięcznie wystarczy. Przed rozmową nie będziesz musiał odtwarzać roku z pamięci, a pamięć jest w takich sytuacjach wyjątkowo skromna.
Skąd wziąć dane o stawkach
Kwota „z sufitu” osłabia całą rozmowę. Zanim powiesz liczbę, sprawdź kilka źródeł: raporty płacowe agencji rekrutacyjnych (Hays, Michael Page, Sedlak & Sedlak), portale z ogłoszeniami i rozmowy z ludźmi z branży.
Od 24 grudnia 2025 roku ogłoszenia o pracę stały się dużo lepszym źródłem niż kiedyś. Pracodawca musi poinformować kandydata o proponowanym wynagrodzeniu albo jego przedziale, w ogłoszeniu albo przed rozmową kwalifikacyjną, i nie może pytać o zarobki z poprzednich miejsc pracy4. Kilkanaście ogłoszeń na podobne stanowisko w twoim mieście daje całkiem rzetelny obraz rynku.
Na prawo do informacji o średnich zarobkach na podobnych stanowiskach w twojej firmie trzeba jeszcze poczekać. Unijna dyrektywa 2023/970 przewiduje je od czerwca 2026 roku, ale polska ustawa wdrażająca była jesienią 2026 roku wciąż na etapie projektu5.
Pamiętaj, że raporty pokazują mediany i przedziały, a nie twoją konkretną sytuację. Inaczej zarabia się w Warszawie, inaczej w Łodzi czy Kielcach. Inaczej w korporacji, inaczej w firmie zatrudniającej dwadzieścia osób.
Jak poprowadzić samą rozmowę
Umów spotkanie z wyprzedzeniem i powiedz, czego dotyczy. Nie zaskakuj przełożonego na korytarzu ani pod koniec spotkania o czymś zupełnie innym. On też potrzebuje chwili, żeby sprawdzić, na co pozwala mu budżet.
Zacznij od tego, co robisz i co się zmieniło, a dopiero potem podaj kwotę. Konkretną, nie „trochę więcej”. Jeśli wolisz przedział, ustaw jego dolną granicę na poziomie, który naprawdę cię satysfakcjonuje, bo rozmowa i tak zwykle tam zmierza.
Potem słuchaj. Przełożony może mieć informacje, których ty nie masz: zamrożony budżet, planowaną reorganizację, ścieżkę awansu, o której jeszcze nie mówiło się głośno. Na koniec ustalcie, co dalej. Kto podejmuje decyzję i kiedy ją poznasz.
Gdy usłyszysz „nie teraz”
To nie jest koniec rozmowy, tylko jej pierwsza część. Zapytaj spokojnie, co musiałoby się wydarzyć, żeby podwyżka była możliwa, i poproś o termin powrotu do tematu, na przykład za trzy miesiące. Warto potem podsumować to w krótkim mailu. Nie chodzi o łapanie szefa za słowo, tylko o to, żeby za kwartał obie strony pamiętały to samo.
Jeżeli pieniędzy naprawdę nie ma, można rozmawiać o czymś innym: dofinansowaniu kursu, dodatkowych dniach pracy zdalnej, zmianie zakresu obowiązków, która za pół roku stanie się argumentem do kolejnej rozmowy.
A jeśli po kilku takich podejściach nic się nie zmienia, to też jest informacja. Według Hays tylko 39 proc. specjalistów jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia3. Część z nich prędzej czy później sprawdzi, ile jest warta gdzie indziej.
Źródła
-
Randstad, badanie z sierpnia i września 2025 r., 1000 respondentów; za: Bankier.pl. ↩
-
Personnel Service, Barometr polskiego rynku pracy 2026. ↩ ↩2
-
Hays Poland, Raport płacowy 2026; za: Karieramanagera.pl. ↩ ↩2
-
Nowelizacja Kodeksu pracy obowiązująca od 24 grudnia 2025 r.; zob. Varico: Jawność wynagrodzeń 2026. ↩
